*Madison's POV*:
Zanim się zorientowałam Miley zasnęła wtulona w mój bały koc, stwierdziłam że nie ma sensu oglądać, jeśli połowy już nie pamiętam. Wyłączyłam film i udałam się do pokoju zostawiając Miley śpiącą na kanapie. Była 3 w nocy, a moich rodziców nadal nie było w domu, może powinnam do nich zadzwonić? Weszłam do łazienki, zrzuciłam ubrania i bez zastanowienia sięgnęłam po piżamę. Wybiegłam z łazienki i skoczyłam na łóżko, nie mogłam się tego doczekać. Nie ma nic lepszego niż położenie się do wygodnego łóżka z mięciutką pościelom. Zaciągnęłam kołdrę i od razu zasnęłam.
*
Rano obudziła mnie lejąca się woda, miałam ochotę zabić tą idiotkę. Była 10 a za oknem świeciło piękne słońce, idealny dzień na opalania. Leniwie wyszłam z łóżka kierując się do garderoby, wyciągnęłam czarne bikini i czekałam aż Dallas wyjdzie z łazienki. Wzięłam swój telefon do ręki, był tam sms od mamy. Zatrzymali się w jakimś hotelu pod miastem, co oni do cholery tam robią? Ah no tak, rocznica, może zapomnieli o szlabanie dla mnie. Przynajmniej mam cały dom dla siebie. Po 20 minutach, Miley wyszła z łazienki w bordowym stroju. Musze przyznać, że wyglądała świetnie.
- No nareszcie - powiedziałam poirytowana cholernie długim czekaniem
- Ciebie również miło widzieć Madison - odpowiedziała, kompletnie nie przejmując się tym co powiedziałam
- Pieprz się - warknęłam i udałam się w stronę zaparowanej łazienki. Nareszcie mogłam wziąć tak długo wyczekiwany prysznic. Odkręciłam wodę i szybko weszłam do kabiny, gorąca woda kojąco spływała po moim ciele. Po 15 minutach wyszłam z łazienki owinięta puchowym ręcznikiem, na oczy założyłam okulary przeciw słoneczne. Mój humor znacznie się poprawił.
- Gotowa? - zapytałam Miley posyłając jej promienny uśmiech. Blondynka natychmiast go odwzajemniła.
- Cóż za miła odmiana - mówiąc to puściła mi oczko, na co się zaśmiałam - Jasne, że tak, chodźmy.
Chwile później leżałyśmy już na leżakach w ogródku grzejąc nasze ciała. Zdecydowanie mi tego brakowało, uwielbiam wylegiwać się na słońcu. Leżałyśmy w zupełniej ciszy niespełna godzinę, którą przerwał trzask zamykanych drzwi. Obie podskoczyłyśmy na leżakach i wymieniłyśmy lekko przerażone spojrzenia. Rodzice mieli wrócić dopiero za dwa dni, więc kto to do jasnej cholery może być. Owinęłam ręcznik wokół klatki piersiowej i niepewnym krokiem weszłam do domu. Powiedzieć, że się bałam to na prawdę mało. Było południe, na dworze jasno, więc to raczej nie był włamywacz. Idę w kierunku kuchni i nagle ktoś łapie mnie od tyłu w talii
- Kurwa mać! - krzyknęłam przerażona. Chciałam jakoś uciec ale nie było szansy, para silnych ramion trzymała mnie mocno i nie dawała za wygraną.
- Witaj Madison - powiedział chłopak stawiając mnie na ziemi. To był brat Miley, Cameron. Przysięgam, że kiedyś zabije tego kretyna - Przestraszyłem cię? - zapytał z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
- Jasne, że nie, skąd ten pomysł? - zapytałam go z ironią w głosie, byłam na niego wściekła.
- Oh, przepraszam Madi, nie złość się na mnie - powiedział i natychmiast mnie przytulił. Jak tu być na niego złą? Zwłaszcza, że jest tak nieziemsko przystojny.
- Przecież nie jestem zła - odpowiadam z uśmiechem i od razu się do niego przytulam. Jego zapach był tak rozpraszający, że ledwo trzymałam się na nogach. Oh dobrze, że Miley nic nie wie, bo gdyby dowiedziała się, że podkochuje się w jej bracie już ze 2 lata to ścięłaby mi głowę. Do kuchni weszła Miley wyrywając mnie z moich myśli i marzeń i przede wszystkich z ramion Camerona, ugh musiała akurat teraz?
- Nie przeszkadzam wam? - zapytała Miley po czym rzuciła nam znaczące spojrzenie. Wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Dobrze cię widzieć Cameron - posłała bratu uśmiech i przytuliła się do niego.
- Ciebie również - uśmiechnął się promiennie. Ma taki piękny uśmiech... Szybko wyrwałam się z marzeń i zadałam mu pytanie, które nurtowało mnie od paru minut.
- Skąd wiedziałeś, że Miley jest u mnie? - moja ciekawość nie zna granic, zwłaszcza jeśli chodzi o niego.
- Właściwie to nie wiedziałem, najpierw byłem w domu, a że nikogo w nim nie było, postanowiłem przyjechać do ciebie i proszę, znalazłem Miley - uśmiechnął się triumfalnie. Nie ukrywam, że mnie to trochę zabolało, cały czas miałam nadzieję, że chodź mała jego cząstka za mną tęskniła odkąd wyjechał na studia, a tu proszę. Przyjechał tu tylko po to żeby dowiedzieć się gdzie jest Miley. Rodzeństwo było pochłonięte rozmową na jakiś temat, nawet nie zauważyli że się nie odzywam.
- Chcecie coś do picia? - powiedziałam przerywając im rozmowę.
- Tak, bardzo chętnie, poproszę Cole - odpowiedział Cameron posyłając mi jeden ze swoich zniewalających uśmiechów.
- Miley?
- Mhm, ja chce wodę - odpowiada nie zbyt przyjaznym tonem a z jej oczu ciskają pioruny. O kurwa, domyśliła się? A może coś zauważyła? Teraz to mam kompletnie przejebane. Szybko sięgnęłam po szklanki odwracając się od jej zabijającego spojrzenia. Wróciłam do nich nie spiesząc się zbytnio, wiedziałam że gdy tylko Cameron przekroczy próg mojego domu zacznie się przesłuchanie Miley. Podałam im szklanki i natychmiast przyłączyłam się do rozmowy.
- No więc, mój kumpel organizuje dzisiaj imprezę, macie ochotę przyjść? - iść na imprezę z Cameronem, oh czy moje marzenia się spełniają?
- Jasne, że tak - odpowiadam podekscytowana. - A ty Miley? - pytam dość niepewnie
- Pewnie, będzie zajebiście - i wróciła normalna Miley, ta która nie zabija wzrokiem
- Świetnie, będę po was o ósmej. Musze już lecieć, do zobaczenia laski - powiedział posyłając kolejny uśmiech, na który miękną mi nogi a policzki robią się czerwone. Oby Miley tego nie zauważyła. Gdy tylko zamknęłam za nim drzwi Miley zawołała mnie z salonu.
- Madison, chodź tu, musimy porozmawiać - cholera, brzmiała tak poważnie, prawie jak moja matka.
- Mhm, już idę - odpowiedziałam idąc najwolniej jak się da.
- Siadaj - wskazała na miejsce obok siebie - i natychmiast mów mi o co chodzi - powiedziała surowo
- Ale z czym? - próbowałam udawać debilkę ale wiem, że z nią mi to nie wyjdzie
- Oh nie udawaj idiotki, widzę jak patrzysz na mojego brata. Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć? I od jak dawna to trwa? - cholera, nie wiem czy powiedzieć jej prawdę, chyba muszę.
- Em, no więc, nigdy bo wiedziałam że się wkurwisz, a no i tak nie długo - za wszelką cenę chciałam uniknąć odpowiedzi na drugie pytanie
- I miałaś rację, ale myślałaś że się nie dowiem? Długo czyli ile? - jej niebieskie oczy zrobiły sie granatowe ze złości.
- No miałam taką nadzieję. Widzę że nie odpuścisz, ugh, około 2 lat. - odpowiedziałam i doskonale wiem, że będę tego żałować.
- Przynajmniej mnie nie okłamujesz, a na to że ci się podoba nic nie poradzę, ale zawsze mogę pomóc tobie.- odpowiedziała z cwaniackim uśmiechem na ustach. Co ona znowu wymyśliła?
- Nie rozumiem, co masz na myśli?
- Zrobimy tak, żebyś ty się też jemu spodobała - powiedziała podekscytowana. - obiecuje ci, że bedziesz wyglądać zniewalająco na tej imprezie! - krzyknęła z radością Miley, jak dobrze, że nie jest na mnie zła.
_____________________________________________________________________
no i po miesiącu mamy kolejny, przepraszam że mi to tak wolno idzie. Kolejny postaram sie dodać szybciej.
Czytasz = komentujesz
Miłego wieczoru xx