*Madison's POV*
- Woah, nie tak ostro shawty - powiedział, uwodzicielskim tonem, wysoki szatyn - co taka piękna dziewczyna robi tutaj zupełnie sama? - szepnął do mojego ucha, a mnie przeszedł dreszcz. Dopiero teraz zauważyłam jaki był przystojny. Kompletnie mnie zatkało i nie wiedziałam jak się zachować, ale od razu zdecydowałam się szorstką na odpowiedź.
- To samo co ty, usiłuje się bawić - odwarknęłam i odeszłam od niego nie czekając aż coś powie. Z klubu wyszłam innym wyjściem, modląc się by go znowu nie spotkać. Droga na główną ulice zajęła mi parę minut, ze względu na mój stan. Krótko mówiąc, czułam się jak gówno, ale mimo to kochałam być taka nieobecna i nie przejmować się niczym. Złapałam taksówkę i podałam kierowcy adres. Po paru minutach byliśmy już na miejscu, zapłaciłam jakimiś resztkami i poszłam w stronę domu. Wszystkie światła były zgaszone, więc byłam pewna, że już śpią, a jednak myliłam się. Gdy tylko przekroczyłam próg domu, światło w salonie zapaliło się i ujrzałam moją mamę siedzącą w fotelu. No to mam przesrane.
- Madison Elle Beer, chcesz mi wyjaśnić skąd wracasz o tak później porze? - zapytała używając mojego drugiego imienia, jest mocno wkurwiona.
- No ja... - zająknęłam się, żadna wymówka nie przychodziła mi do głowy. - Pokłóciłam się z Miley, więc wróciłam do domu. - mam nadzieje, że to kupi.
- Ah tak? - zapytała sarkastycznie - W takim razie dlaczego śmierdzisz alkoholem na kilometr? - ponownie zapytała, a jej głos był szorstki, ale w oczach było widać żal do mnie. Był to najokropniejszy widok na świecie. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, jednak w tym momencie do salonu wszedł mój tata. Zajebiście, teraz to nie wyjdę z domu przez miesiąc jak nie dłużej. Bardzo rzadko bywał w domu, ale akurat dzisiaj musiał być. Oh ja i to moje pieprzone szczęście.
- No odpowiedz, Madison. - odezwał się po chwili, a krew w moich żyła dosłownie zamarzła. Nikogo nigdy nie bałam się tak bardzo jak jego.
- Więc, po tym jak się pokłóciłyśmy, w pośpiechu schodziłam po schodach i nie zauważyłam mamy Miley idącej po schodach z lampką wina, potrąciłam ją a zawartość kieliszka wylądowała na moim ubraniu. - opowiedziałam wymyśloną historyjką modląc się, że w nią uwierzą. Niestety nie udało się.
- I chcesz nam powiedzieć, że tak ubrana - ojciec zmierzył mnie wzrokiem - poszłaś tylko na nocowanie do przyjaciółki? Oh Madison, nie rób z nas idiotów. Domyślamy się z matką gdzie byłaś, ale nie usłyszeliśmy tego od ciebie i bynajmniej nie usłyszymy. - powiedział ojciec, a w jego oczach było widać lekki gniew.
- Idź już do pokoju, porozmawiamy jutro. - dodała mama. Nie tracąc czasu, udałam się na górę prosto do łazienki. Zdjęłam sukienkę przesiąkniętą zapachem alkoholu i weszłam pod prysznic natychmiastowo odprężając się. Mogła bym tak stać godzinami, jestem pewna, że nie ma lepszej rzeczy na świecie niż gorący prysznic po ciężkim dniu. Niestety tak chwila nie mogła trwać wiecznie, leniwie wyszłam spod prysznica, włożyłam na siebie za dużą koszulkę a włosy związałam w wysoki kok, tak by mi nie przeszkadzały. Weszłam do pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko biorąc telefon do ręki. Znalazłam Miley i zadzwoniłam.
- Odbierz suko - mówiłam cicho sama do siebie. Czekałam tak z 5 minut i nadal nic. Zrezygnowałam i rozłączyłam się. - Ja pierdole. - westchnęłam i położyłam się wygodnie na łóżku. Wzięłam komputer z szafki i bez celu przeglądałam facebooka. Znudziło mi się to po jakichś 15 minutach, dałam sobie spokój i poszłam zgasić światło. Gdy tylko położyłam się znowu na moje wygodne łóżko, zasnęłam.
*
Rano obudziło mnie słońce a moja głowa po prostu pękała z bólu. Znowu zapomniałam zasłonić to cholerne okno. Wywlokłam się z łóżka, chodź wcale tego nie chciałam.
- Kurwa mać, nigdy więcej nie pije - mruknęłam cicho do siebie. Tyle razy już tak mówiłam, że nie zliczę, a mimo to dalej pije. Zeszłam powolnym krokiem po schodach i ku mojemu zdziwieniu nie było nikogo w domu. Tym lepiej dla mnie, mam jeszcze jeden dzień zanim mnie uziemią. Podeszłam do lodówki, wyjęłam mleko, następnie wlałam je do miski, w której były już płatki. Usiadłam na krześle i jadłam w kompletnej ciszy. Znowu byłam całkiem sama, nienawidzę tego. Ojciec zawsze jest w pracy, i chodź by chciał rzadko kiedy mamy okazje spędzić trochę czasu razem, a matka najzwyczajniej w świecie jest zbyt pochłonięta swoim biznesem, więc nie ma dla mnie czasu. Jedyną osobą jaką mam jest Miley, od zawsze była tylko ona. Nawet nie zauważyłam kiedy zjadłam całe płatki i siedziałam nad pustą miską. Zostawiłam ją na stole, poszłam do salonu i rzuciłam się na kanapę włączając telewizor. Przerzucałam kanały, szukając czego co mnie zainteresuje, niestety nic nie znalazłam. Włączyłam MTV i ułożyłam się wygodnie na sofie. W tym momencie mój telefon dał o sobie znać, miałam nadzieje, że to dzwoni Miley. Niestety było to tylko głupie powiadomienie z twittera. Rozczarowana odłożyłam telefon na stolik, a swój wzrok skupiłam na telewizorze. Znudziło mnie to po 30 minutach, ostatnio jestem dość wybredna, poszłam na górę żeby przebrać się w strój kąpielowy i wyszłam do ogrodu. Słońce świeciło dziś wyjątkowo mocno, a może mi się tylko wydaje, nieważne. Wyciągnęłam z garażu materac, wrzuciłam go do basenu i ostrożnie na niego weszłam. Założyłam okulary na oczy i całkowicie się zrelaksowałam, to jest zdecydowanie najlepszy sposób na kaca. W pewnym momencie usłyszałam trzask drzwi, wzdrygnęłam się i wleciałam do wody z pluskiem. Wypłynęłam na powierzchnie i zobaczyłam Miley duszącą się ze śmiechu tuż przy basenie. Ta dziewczyna jest po prostu nie możliwa, od tak wchodzi sobie do mojego domu.
- I z czego się śmiejesz? - zapytałam blondynki
- Z ciebie, ja pierdole, jak można było od tak wpaść do basenu? Ty cioto, haha - dalej zwijała się ze śmiechu. Czym prędzej wyszłam z basenu i podeszłam do Dallas od tyłu, na moje szczęście nie zauważyła mnie, była zbyt zajęta śmianiem się ze mnie. Teraz to ja będę śmiać się z tej suki i bez dłuższego zastanowienia wepchnęłam ją do basenu a sama wskoczyłam tuż za nią. Obie śmiałyśmy się tak bardzo, że mało brakowało a byśmy się zachłysnęły wodą.
- Gdzie wczoraj zniknęłaś? - zapytała znienacka Miley
- Poszłam szukać ciebie, nigdzie nie mogłam cie znaleść, więc poszłam do domu, myślałam, że zrobiłaś to samo - odpowiedziałam. - Jeśli nie wyszłaś, to gdzieś ty do cholery była? - zapytałam ją wyrzucając ręce w górę. Policzki Miley natychmiast poczerwieniały, a ja od razu zrozumiałam co jest na rzeczy. Nie czekając aż mi odpowie zapytałam - Więc, kto to był? - poruszyłam znacząco brwiami na co blondynka ochlapała mnie wodą.
- Miał na imię Shawn, zaczepił mnie przy barze i tak jakoś wyszło, że zaczęłam z nim rozmawiać a później tańczyć. Dałam mu swój numer i jeśli mam być szczera odkąd wstałam wyczekuje na telefon od niego. Myślisz, że zadzwoni? - zapytała Miley z przejęciem w głosie.
- Szczerze? To mam to w dupie - zaśmiałam się, a oczy Dallas natychmiast pociemniały. Zrozumiałam, że to nie wróży nic dobre więc od razu się poprawiłam - Znaczy, mam nadzieje, że tak. - odpowiedziałam i posłałam jej promienny uśmiech.
- A jak było z tobą? Poznałaś kogoś ciekawego? - dopytywała sie
- Czy ja wiem, jak wychodziłam z klubu zaczepił mnie wysoki szatyn. Był przystojny, nie powiem, że nie, aczkolwiek jestem przekonana, że to typowy dupek i narcyz. - powiedziałam dość szorstko, chodź nie chciałam żeby tak wyszło.
- Mhm, no dobrze, może pójdziemy do domu, wysuszymy się i obejrzymy jakiś film? Co ty na to? - zapytała z nadzieją Miley.
- Jasne, że tak. Co chcesz zobaczyć? Horror czy może komedie romantyczną? - zadałam jej pytanie retoryczne, bo doskonale wiedziała, że nienawidzę romansideł. Takie filmy najzwyczajniej w świecie nie trafiają do mnie.
- Po chuj pytasz, jeśli obie znamy odpowiedź. - warknęłam żartobliwie, po czym obie pobiegłyśmy w stronę domu. Poszłam na górę po ręczniki i jakieś ciuchy dla siebie, zostawiając Miley na dole by wybrała film. Wróciłam ubrana w dresy i czarna, luźną koszulkę na ramiączkach, włosy miałam zawinięte w ręcznik a drugi rzuciłam w kierunku Dallas.
- Łap - krzyknęłam do przyjaciółki - Więc co oglądamy? - nie ukrywam, że jestem ciekawa co wybrała.
- Ostatni egzorcyzm - odpowiedziała siadając tuż obok mnie na kanapie.
________________________________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział, nie wiem czy mi wyszedł czy nie, ale mam nadzieje że mimo wszystko wam się spodoba. A teraz przejdźmy do innej sprawy, nie wiem czy jest sens dalej ciągnąć to opowiadanie, skoro nikt tego nie czyta.
czytasz = komentujesz (proszę :( )
Miłego czytania kochani!
środa, 16 kwietnia 2014
sobota, 12 kwietnia 2014
Rozdział 1
*Madison's POV*
Podróż samochodem była dość szybka. Gdy tylko znalazłam się na parkingu przed szkołą do razu podeszłam do Miley.
- Cześć zdziro - krzyknęła do mnie na powitanie
- Mhm hej - odpowiedziałam jej obojętnie
- Wyluzuj Madi, - powiedziała podnosząc ręce w geście obronnym - pomyśl o tym, że jak skończy sie to gówno idziemy się bawić - nie dało się nie zauważyć, że jest tym niezwykle podekscytowana.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, z głośników wydobył się skrzeczący głos tej suki, zwanej również panią dyrektor. Mam już serdecznie dość oglądanie jej mordy, może dlatego że byłam częstym gościem w jej gabinecie, nie ważne. Zaczęłam rozglądać się bez celu po identycznie wyglądających nastolatkach. Nie znałam żadnego z nich, jednak były nieliczne wyjątki, za to oni doskonale znali mnie z plotek, które sami rozpuszczali. Ale kto by się zajmował tym całym gównem, nie ważne jak mówią, ważne że mówią. Zawsze powtarzam to Miley gdy tylko usłyszy jakąś paskudną historyjkę na swój temat. Zanim się zorientowałam kochana pani dyrektor kończyła swoje przemówienie, co oznaczało początek wakacji. Razem z Miley poszłyśmy na parking, do jej samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera a Dallas odpaliła samochód.
- To jak - zaczęłam - już wiesz co założysz dzisiaj na siebie? - szczerze mówiąc, ciekawa jestem co ta dziwka wymyśliła.
- Ah, no wiesz - odpowiedziała dość nieśmiało. Zawsze taka była, jeśli w grę wchodziło pożyczanie moich ubrań - chciałam założyć tą sukienkę, którą ostatnio kupiłyśmy.
- Ja pierdole Dallas, mam od chuja sukienek, które kupiłyśmy razem. - warknęłam poirytowana. Czy ta dziewczyna ma mózg? Nie wydaje mi się.
- Ugh, zobaczysz. - odpowiedziała mi obojętnie, nie chcąc wszczynać kłótni.
Zakończyłyśmy rozmowę, akurat gdy Miley zaparkowała pod moim domem. Wysiadłyśmy i poszłyśmy w stronę domu. Obie wręcz wbiegłyśmy po schodach prowadzących do mojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam szafę, razem z Miley, zaczęłyśmy wyrzucać całą jej zawartość na środek pokoju. Zaczęłyśmy szukać odpowiednich ubrań. Po półgodzinnych poszukiwaniach, wybrałam dopasowaną, krótką czarną sukienkę i czarne 15 centymetrowe szpilki. Zostawiając Miley w pokoju, skierowałam się do łazienki. Zrzucając ubrania, wskoczyłam pod gorący prysznic. Woda spływała po moim ciele rozluźniając każdy mięsień. Po umyciu włosów, sięgnęłam po ręcznik, owijając się nim. Włosy zawinęłam w drugi ręcznik i wyszłam z łazienki. Zastałam Miley układającą równo na łóżku bordową sukienkę a obok czarne, nieco niższe od moich, szpilki. Dallas wyminęła mnie i poszła do łazienki, ja natomiast do mojej szafy po czystą bieliznę. Standardowo wybrałam czarne koronkowe majtki i stanik do kompletu. Zrzuciłam ręcznik na ziemie i wsunęłam bieliznę na siebie, następnie założyłam sukienkę przygotowaną wcześniej. W tym momencie Dallas wyszła z łazienki.
- Wyglądasz zajebiście Beer - powiedziała z błyskiem w oczach Miley
- Nie moge powiedzieć tego samego o tobie - żartobliwe zmierzyłam wzrokiem przyjaciółkę ubraną tylko w ręcznik.
- Oj zamknij się suko, jak skończę, będę wyglądać lepiej niż ty - odpowiedziała i wyszczerzyła się do mnie. Biorąc wcześniej przygotowane rzeczy z łóżka ponownie zniknęła w łazience. Nie tracąc czasu, ponownie spojrzałam w lustro i zabrałam się za robienie makijażu. Wzięłam podkład i roztarłam go na twarzy zakrywając wszelkie niedoskonałości. Następnie chwyciłam puder i pokryłam nim całą twarz, oczy pomalowałam tuszem a na usta nałożyłam błyszczyk. Uczesałam włosy i przerzuciłam je do przodu, tak by opadały na moje ramiona. Byłam już gotowa, jedyne co mi pozostało to czekać aż Miley łaskawie ruszy swoją dupę z łazienki.
- Dallas pośpiesz się! - krzyknęłam żeby ją pośpieszyć. Niestety w odpowiedzi otrzymałam tylko szorstkie "spierdalaj". Po kilku, może nawet kilkunastu minutach Miley przekroczyła próg mojego pokoju.
- Nono - zagwizdałam na widok blondynki - gotowa? - zapytałam chcąc upewnić się, że już skończyła.
- Tak, chodźmy - odpowiedziała z uśmiechem. Na szczęście moich rodziców nie było w domu, więc nie musiałam tłumaczyć gdzie idę, nigdy nie mówię im tego nie mówię. Dla nich jestem aniołkiem, który nigdy w życiu nie był na imprezie. Zamknęłam drzwi i poszłam w kierunku auta, w którym czekała na mnie Miley. Droga do klubu zajęła nam ze 20 minut, przez te pieprzone korki. Wysiadłyśmy z auta i udałyśmy sie do klubu, z którego muzykę było słychać już kilka kilometrów dalej. W środku była masa ludzi, głównie nastolatków, którzy tak jak my chcą się zabawić w pierwszy dzień wakacji. Poszyłyśmy w kierunku baru starając się omijać obrzydliwie spoconych ludzi. Zamówiłyśmy drinki i poszyłyśmy się bawić. Prawie cały czas tańczyłyśmy razem, może dlatego, że żadna z nas nie była tak schlana żeby ocierać się o każdego faceta. Miley poszła po kolejne drinki dla nas, a ja dalej tańczyłam. Minęło około 10 minut a ta suka dalej nie wracała, więc poszłam ją znaleść.
- Dallas! - krzyknęłam najgłośniej jak umiałam, ale byłam wręcz pewna, że mnie nie usłyszy. Przez 15 minut rozglądałam się za blondynką w klubie, niestety, bez żadnego rezultatu. Odpuściłam i zaczęłam się przeciskać do drzwi, żeby wyjść na zewnątrz. W tym momencie ktoś, złapał mnie za łokieć i przyciągnął do siebie.
- Co do chuja? - zapytałam, a raczej wydarłam się, poirytowana.
__________________________________________________________________________
Nareszcie, po kilku dniach męczenia tego rozdziału skończyłam. Powiem wam, że nie jestem z niego zadowolona. No ale trudno, może kolejne będą lepsze, oby.
czytasz to komentuj :)
Podróż samochodem była dość szybka. Gdy tylko znalazłam się na parkingu przed szkołą do razu podeszłam do Miley.
- Cześć zdziro - krzyknęła do mnie na powitanie
- Mhm hej - odpowiedziałam jej obojętnie
- Wyluzuj Madi, - powiedziała podnosząc ręce w geście obronnym - pomyśl o tym, że jak skończy sie to gówno idziemy się bawić - nie dało się nie zauważyć, że jest tym niezwykle podekscytowana.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, z głośników wydobył się skrzeczący głos tej suki, zwanej również panią dyrektor. Mam już serdecznie dość oglądanie jej mordy, może dlatego że byłam częstym gościem w jej gabinecie, nie ważne. Zaczęłam rozglądać się bez celu po identycznie wyglądających nastolatkach. Nie znałam żadnego z nich, jednak były nieliczne wyjątki, za to oni doskonale znali mnie z plotek, które sami rozpuszczali. Ale kto by się zajmował tym całym gównem, nie ważne jak mówią, ważne że mówią. Zawsze powtarzam to Miley gdy tylko usłyszy jakąś paskudną historyjkę na swój temat. Zanim się zorientowałam kochana pani dyrektor kończyła swoje przemówienie, co oznaczało początek wakacji. Razem z Miley poszłyśmy na parking, do jej samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera a Dallas odpaliła samochód.
- To jak - zaczęłam - już wiesz co założysz dzisiaj na siebie? - szczerze mówiąc, ciekawa jestem co ta dziwka wymyśliła.
- Ah, no wiesz - odpowiedziała dość nieśmiało. Zawsze taka była, jeśli w grę wchodziło pożyczanie moich ubrań - chciałam założyć tą sukienkę, którą ostatnio kupiłyśmy.
- Ja pierdole Dallas, mam od chuja sukienek, które kupiłyśmy razem. - warknęłam poirytowana. Czy ta dziewczyna ma mózg? Nie wydaje mi się.
- Ugh, zobaczysz. - odpowiedziała mi obojętnie, nie chcąc wszczynać kłótni.
Zakończyłyśmy rozmowę, akurat gdy Miley zaparkowała pod moim domem. Wysiadłyśmy i poszłyśmy w stronę domu. Obie wręcz wbiegłyśmy po schodach prowadzących do mojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam szafę, razem z Miley, zaczęłyśmy wyrzucać całą jej zawartość na środek pokoju. Zaczęłyśmy szukać odpowiednich ubrań. Po półgodzinnych poszukiwaniach, wybrałam dopasowaną, krótką czarną sukienkę i czarne 15 centymetrowe szpilki. Zostawiając Miley w pokoju, skierowałam się do łazienki. Zrzucając ubrania, wskoczyłam pod gorący prysznic. Woda spływała po moim ciele rozluźniając każdy mięsień. Po umyciu włosów, sięgnęłam po ręcznik, owijając się nim. Włosy zawinęłam w drugi ręcznik i wyszłam z łazienki. Zastałam Miley układającą równo na łóżku bordową sukienkę a obok czarne, nieco niższe od moich, szpilki. Dallas wyminęła mnie i poszła do łazienki, ja natomiast do mojej szafy po czystą bieliznę. Standardowo wybrałam czarne koronkowe majtki i stanik do kompletu. Zrzuciłam ręcznik na ziemie i wsunęłam bieliznę na siebie, następnie założyłam sukienkę przygotowaną wcześniej. W tym momencie Dallas wyszła z łazienki.
- Wyglądasz zajebiście Beer - powiedziała z błyskiem w oczach Miley
- Nie moge powiedzieć tego samego o tobie - żartobliwe zmierzyłam wzrokiem przyjaciółkę ubraną tylko w ręcznik.
- Oj zamknij się suko, jak skończę, będę wyglądać lepiej niż ty - odpowiedziała i wyszczerzyła się do mnie. Biorąc wcześniej przygotowane rzeczy z łóżka ponownie zniknęła w łazience. Nie tracąc czasu, ponownie spojrzałam w lustro i zabrałam się za robienie makijażu. Wzięłam podkład i roztarłam go na twarzy zakrywając wszelkie niedoskonałości. Następnie chwyciłam puder i pokryłam nim całą twarz, oczy pomalowałam tuszem a na usta nałożyłam błyszczyk. Uczesałam włosy i przerzuciłam je do przodu, tak by opadały na moje ramiona. Byłam już gotowa, jedyne co mi pozostało to czekać aż Miley łaskawie ruszy swoją dupę z łazienki.
- Dallas pośpiesz się! - krzyknęłam żeby ją pośpieszyć. Niestety w odpowiedzi otrzymałam tylko szorstkie "spierdalaj". Po kilku, może nawet kilkunastu minutach Miley przekroczyła próg mojego pokoju.
- Nono - zagwizdałam na widok blondynki - gotowa? - zapytałam chcąc upewnić się, że już skończyła.
- Tak, chodźmy - odpowiedziała z uśmiechem. Na szczęście moich rodziców nie było w domu, więc nie musiałam tłumaczyć gdzie idę, nigdy nie mówię im tego nie mówię. Dla nich jestem aniołkiem, który nigdy w życiu nie był na imprezie. Zamknęłam drzwi i poszłam w kierunku auta, w którym czekała na mnie Miley. Droga do klubu zajęła nam ze 20 minut, przez te pieprzone korki. Wysiadłyśmy z auta i udałyśmy sie do klubu, z którego muzykę było słychać już kilka kilometrów dalej. W środku była masa ludzi, głównie nastolatków, którzy tak jak my chcą się zabawić w pierwszy dzień wakacji. Poszyłyśmy w kierunku baru starając się omijać obrzydliwie spoconych ludzi. Zamówiłyśmy drinki i poszyłyśmy się bawić. Prawie cały czas tańczyłyśmy razem, może dlatego, że żadna z nas nie była tak schlana żeby ocierać się o każdego faceta. Miley poszła po kolejne drinki dla nas, a ja dalej tańczyłam. Minęło około 10 minut a ta suka dalej nie wracała, więc poszłam ją znaleść.
- Dallas! - krzyknęłam najgłośniej jak umiałam, ale byłam wręcz pewna, że mnie nie usłyszy. Przez 15 minut rozglądałam się za blondynką w klubie, niestety, bez żadnego rezultatu. Odpuściłam i zaczęłam się przeciskać do drzwi, żeby wyjść na zewnątrz. W tym momencie ktoś, złapał mnie za łokieć i przyciągnął do siebie.
- Co do chuja? - zapytałam, a raczej wydarłam się, poirytowana.
__________________________________________________________________________
Nareszcie, po kilku dniach męczenia tego rozdziału skończyłam. Powiem wam, że nie jestem z niego zadowolona. No ale trudno, może kolejne będą lepsze, oby.
czytasz to komentuj :)
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Prolog
*Madison's POV*
- Madison wstawaj! - krzyk mojej mamy obudził mnie z samego rana. Ugh, kocham ją ale czasem mam ochotę ją zabić. Jedyną pocieszającą rzeczą jest to, że właśnie dzisiaj kończę 1 klasę liceum. Wywlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod ciepły prysznic. Gorąca woda spływająca po moim zmęczonym ciele, była tym tego właśnie teraz potrzebowałam żeby się rozbudzić. Wyszłam, wysuszyłam włosy, założyłam czarną, koronkową bieliznę i wróciłam do pokoju by założyć na siebie czarną dopasowaną spódnice oraz białą koszule bez rękawów, którą przygotowałam już dzień wcześniej. Ułożyłam włosy, pomalowałam się i leniwie zeszłam na dół, do kuchni, gdzie czekała na mnie mama z przygotowanymi tostami i sokiem pomarańczowym.
- Nareszcie jesteś, ile można się szykować Madi? - powiedziała pretensjonalnym głosem moja mama.
- Tak mamo, ciebie też miło widzieć. - odpowiedziałam z wyczuwalnym sarkazmem.
- Przepraszam cie, ale sama dobrze wiesz ile masz już spóźnień - usprawiedliwiała się.
- Ta, nic się nie stało. A teraz, jeśli pozwolisz, dokończę śniadanie. - uśmiechnęłam się do niej sztucznie, czego zdaje się nie zauważyła, może to lepiej.
- Dobrze, czekam na ciebie w samochodzie, tylko pośpiesz się.
- Mhm - przytaknęłam biorąc kolejny gryz tosta z serem.
Kiedy skończyłam śniadanie, powędrowałam do łazienki poprawić makijaż. Wróciłam do przedpokoju, założyłam swoją marynarkę, a na stopy wsunęłam czarne szpilki i wyszłam trzaskając drzwiami.
_________________________________________________________________________
No więc mamy prolog, liczę na to, że zachęci on was do czytania dalszej części opowiadania. A jeśli chodzi o jego treść to możecie być pewni że nie obejdzie się bez wulgaryzmów, narkotyków, seksu, alkoholu itp
Mam nadzieje, że będzie was tu dużo :)
Jeśli czytasz, to komentuj, zachęcasz mnie tym do dodawania kolejnych rozdziałów
- Madison wstawaj! - krzyk mojej mamy obudził mnie z samego rana. Ugh, kocham ją ale czasem mam ochotę ją zabić. Jedyną pocieszającą rzeczą jest to, że właśnie dzisiaj kończę 1 klasę liceum. Wywlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod ciepły prysznic. Gorąca woda spływająca po moim zmęczonym ciele, była tym tego właśnie teraz potrzebowałam żeby się rozbudzić. Wyszłam, wysuszyłam włosy, założyłam czarną, koronkową bieliznę i wróciłam do pokoju by założyć na siebie czarną dopasowaną spódnice oraz białą koszule bez rękawów, którą przygotowałam już dzień wcześniej. Ułożyłam włosy, pomalowałam się i leniwie zeszłam na dół, do kuchni, gdzie czekała na mnie mama z przygotowanymi tostami i sokiem pomarańczowym.
- Nareszcie jesteś, ile można się szykować Madi? - powiedziała pretensjonalnym głosem moja mama.
- Tak mamo, ciebie też miło widzieć. - odpowiedziałam z wyczuwalnym sarkazmem.
- Przepraszam cie, ale sama dobrze wiesz ile masz już spóźnień - usprawiedliwiała się.
- Ta, nic się nie stało. A teraz, jeśli pozwolisz, dokończę śniadanie. - uśmiechnęłam się do niej sztucznie, czego zdaje się nie zauważyła, może to lepiej.
- Dobrze, czekam na ciebie w samochodzie, tylko pośpiesz się.
- Mhm - przytaknęłam biorąc kolejny gryz tosta z serem.
Kiedy skończyłam śniadanie, powędrowałam do łazienki poprawić makijaż. Wróciłam do przedpokoju, założyłam swoją marynarkę, a na stopy wsunęłam czarne szpilki i wyszłam trzaskając drzwiami.
_________________________________________________________________________
No więc mamy prolog, liczę na to, że zachęci on was do czytania dalszej części opowiadania. A jeśli chodzi o jego treść to możecie być pewni że nie obejdzie się bez wulgaryzmów, narkotyków, seksu, alkoholu itp
Mam nadzieje, że będzie was tu dużo :)
Jeśli czytasz, to komentuj, zachęcasz mnie tym do dodawania kolejnych rozdziałów
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)